Epilog burzy, dziewiąty i ostatni zbiór wierszy Herberta, ukazał się w maju 1998 r., niecałe trzy miesiące przed śmiercią poety.

MACIEJ STANASZEK

Ten chyba najbardziej osobisty z wszystkich jego tomików powstawał w ciężkich warunkach, pisany przez człowieka naznaczonego cierpieniem, przykutego do łóżka i podłączonego do respiratora, człowieka, który ma świadomość zbliżającego się końca. I choć w wielu wierszach jest mowa o tym, o czym Herbert starał się wcześniej nie mówić, czyli o własnym cierpieniu, to Epilog burzy poza bardzo szczerymi, osobistymi wyznaniami (w tym modlitwami w postaci Brewiarzy) zaskakuje także swoim urozmaiceniem formalnym, polifonią (jakiej nie było jeszcze w Rovigo) oraz – pod względem treści – zwróceniem się autora ku sprawom bieżącym.

Tom jest stosunkowo obszerny – zawiera 43 wiersze, ułożone w sposób bardzo nietypowy dla poety: w trzy ciągi o porządku alfabetycznym. Trudno powiedzieć, co skłoniło autora do wprowadzenia takiegu układu, który jest zupełnym zaprzeczeniem stosowanej wcześniej zasady umieszczania obok siebie wierszy podobnych tematycznie. Niektórzy badacze przypuszczają, że Herbert chciał stworzyć coś na kształt pożegnalnego elementarza, niewykluczone jednak, że w tym szczególnym zbiorze postanowił po prostu nie układać wierszy w tradycyjny sposób.

Rzucająca się w oczy – a raczej wpadająca w ucho – polifonia wielu wierszy z Epilogu burzy jest w jeszcze większej mierze niż w Rovigo powrotem do samego początku twórczości poetyckiej Herberta. Jednak niezupełnie chodzi tu o zatoczenie koła, wiersze o regularnej formie są tu bowiem o wiele bardziej zróżnicowane, dominują zaś w tej grupie utwory krótkie, nierzadko ośmio- lub dwunastowersowe (zamieszczone głównie na końcu tomu), które są przeważnie znacznie mniej regularne niż te z początków twórczości. Swego rodzaju zwiastunami takiej poetyki były Opłotki z Napisu i Późnojesienny wiersz Pana Cogito przeznaczony dla kobiecych pism z Raportu…; w tamtych tomach były to jednak wyjątki, które tu stały się o wiele częstsze.

Oczywiście nie cały Epilog burzy złożony jest z tego typu utworów – większość tomu stanowią wiersze wolne, w których kilkakrotnie pojawia się znowu Pan Cogito – który tak jak autor z jednej strony myśli o nadchodzącej śmierci, a z drugiej – po raz kolejny wraca do przeszłości, by czerpać z niej siłę (czułą nowością jest fakt, że Herbert, mówiąc w paru wierszach o ukochanym Lwowie – W mieście, Wysoki Zamek i Pan Cogito. Lekcja kaligrafii – nazywa go po raz pierwszy po imieniu). Znaczące jest zarazem to, jak rzadko – podobnie zresztą jak w dwóch poprzednich tomach – Herbert cofa się w Epilogu burzy do antyku, z którym kojarzyło go wielu czytelników i krytyków. Jeśli wraca do przeszłości, to są to powroty rzeczywiste – do przeszłości własnej, a nie społecznej, cywilizacyjnej. Praktycznie tylko dwa wiersze przenoszą nas wprost w tę ostatnią, antyczną: Tomasz i Głowa (do nich dochodzi jeszcze przeszłość mniej odległa w wierszu Kant. Ostatnie dni, będąca jednak jedynie komentarzem obecnej sytuacji). Natomiast wspomnienia z wczesnej czy późnej młodości pojawiają się w wielu utworach, nie tylko jawnie „lwowskich“, ale i innych, jak np. Babcia, Dalida, Dwaj prorocy. Próba głosu czy Piosenka. Ze wspomnieniami wiążą się postaci przyjaciół – stąd Epilog burzy jest kolejnym tomem zawierającym wiersze z dedykacjami (choć już mniej licznymi niż w Rovigo). Poza własną przeszłością poeta skupiony jest – dla równowagi, a może też odwrócenia własnej uwagi od siebie – na teraźniejszości, intensywnej obserwacji bieżących zjawisk. Wiersze takie jak Diana, Na chłopca zabitego przez policję czy Szachy są dowodem na to, że Herbert mimo choroby, która coraz bardziej dawała mu się we znaki, cały czas śledził aktualne wydarzenia, komentując je w formie poetyckiej.

Uwagę czytelnika dominuje przecież dotkliwe cierpienie i ból, który gnębił poetę. O tych sprawach mówi wiele wierszy z Epilogu burzy, poczynając od ujmujących szczerością Brewiarzy, poprzez Ostatni atak. Mikołajowi, Pal, Czas, Starość i Urwanie głowy, a kończąc na pełnej metafor Tkaninie, gęsto utkanej miniaturze poetyckiej, złożonym z nakładających się obrazów pożegnaniu poety z tym światem. Bo Herbert nie poprzestaje na teraźniejszości – pod koniec tomu wybiega już myślą w przyszłość, tę w innym wymiarze, gdy „ręce odpadną od wierszy”. Urwanie głowy i Zaświaty Pana Cogito są jeszcze chwilami zabarwione żartem, ale zamykająca zbiór Tkanina dźwięczy nutą poważną, spokojną, jakby kontemplacyjną. Jest wyznaniem człowieka pogodzonego z własnym odejściem, nieuchronnością końca ziemskiej podróży. Człowieka gotowego na wielkie pojednanie.

Wybrane wiersze z tomu Epilog burzy:

Brewiarz IV

Pal

W mieście