Dzisiaj, 15 lutego 2026 mija pierwsza rocznica śmierci Katarzyny Dzieduszyckiej-Herbert, założycielki Fundacji im. Zbigniewa Herberta, żony poety i opiekunki jego twórczości. Z tej okazji po raz pierwszy publikujemy wspomnienia rodziny i przyjaciół wygłoszone podczas pogrzebu Katarzyny Herbert, który odbył się 27 lutego 2025 roku w Warszawie. Katarzyna Herbert spoczęła obok męża na Cmentarzu Powązkowskim.

fot. Marta Sputkowska
Pożegnanie w imieniu rodziny Katarzyny Dzieduszyckiej – Herbert wygłosił cioteczny wnuk, syn siostrzenicy Teresy Gubrynowicz, Aleksander Gubrynowicz:
Kiedyś, gdy byłem w liceum zapytałem moją mamę „A co robi Ciocia Kasia?”, „Płonie na stosie” – zabrzmiała odpowiedź. Tak – po prostu.
Była jedną z trzynaściorga rodzeństwa i jedną z sześciu sióstr – tą najmłodszą. Wychowywała się w Zarzeczu w patriotycznej i religijnej atmosferze swego domu, w którym szacunek i poświęcenie dla drugiego człowieka były wartością bez mała najwyższą. W historii rodziny każda z sióstr Dzieduszyckich – to oddzielny rozdział, lecz to Cioci Kuculi, jak ją niekiedy nazywali najbliżsi, przypadł los tyleż szczególny, co i bardzo trudny.
Jej dzieciństwo zbiegło się okresem II wojny światowej. Później przyszło wygnanie z Zarzecza i tułaczka po Polsce, z całym dramatem, jaki niesie poczucie wykorzenienia i brak własnego domu. W okresie stalinowskim, wskutek perfidnej polityki wykluczania tzw. „wrogów klasowych”, Ciocia imała się różnych zajęć, gdyż na skutek szykan droga na wyższe studia była dla niej zamknięta. Doświadczenia te – bez wątpienia pozostawiły na niej niezatarte piętno, któremu jednak konsekwentnie przeciwstawiała tyleż siłę ducha co i uśmiech oraz głęboką życzliwość dla ludzi. Wbrew wszystkim napotykanym trudnościom udało się jej wyjechać z Polski, podjąć studia na Sorbonie, stworzyć swój własny dorobek translatorski, cały czas pozostając przy tym osobą wrażliwą na potrzeby innych. Rodzina będąca w Paryżu zawsze znajdowała w niej oparcie, a po śmierci męża Ciocia Kasia nie szczędziła sił i środków na opiekę nad starszymi siostrami, niejednokrotnie ratując je w trudnych sytuacjach. Młodsze pokolenia znajdowały u Cioci zainteresowanie i zaufanie, z którym jednak zawsze szły w parze duże wymagania, takie, jakie tradycyjnie stawiali swoim dzieciom jej właśni Rodzice – Wanda z Sapiehów i Włodzimierz Dzieduszyccy.
Bez wątpienia Ciocia Kasia miała wystarczający potencjał by pójść w ślady swej uznanej siostry, Cioci Reni[1] [Teresa Dzieduszycka wybitna tłumaczka literatury polskiej na język francuski]. Niewykluczone również, że mogła wybrać na męża kogoś innego niż Zbigniew Herbert, lecz wybrała właśnie jego. Wbrew logice, wbrew informacjom różnych „dobrze poinformowanych”, za to z pełną świadomością, że oddaje swoje życie człowiekowi, który jest poważnie chory. Wybrała – gdyż kochała go tą szczególną miłością, o której swego czasu pisała siostra Bożena, że jest to
miłość, która godzi ogień z wodą
I wolność taka, co własnej woli zamyka drogę,
Jest taka radość, która pulsuje milczeniem,
I pewność taka, co się upewnia nierozumieniem[2].
I to właśnie z tej miłości Ciocia Kasia czerpała siły do wypełnienia przyjętej dobrowolnie misji. To właśnie w tym świetle rzucona przez Zbigniewa Herberta żartobliwa uwaga, że „wyszedł za mąż”, wbrew pozorom mówi bardzo wiele. Bo to na barkach Cioci spoczywała rola św. Józefa: wiernego opiekuna, powiernika, pielęgniarza i przyjaciela, co nie zawsze rozumie, milczy, lecz cały czas służy. Może właśnie tu znajdziemy odpowiedź na pytanie dlaczego autor Pana Cogito w ogóle zdecydował się ożenić, i dlaczego mimo licznych zawirowań – ich małżeństwo – przetrwało. Chciałoby się wierzyć, że w tym przypadku wysokiej klasy intelektualizm po cichu ustąpił pola miłości prostej, szczerej, a jednocześnie par excellence chrześcijańskiej, której podstawy Ciocia wyniosła z rodzinnego domu w Zarzeczu, ale którą przecież rozwinęła sama do rangi prawdziwego arcydzieła. Arcydzieła, które – postawmy sprawę jasno – bywało trudne w odbiorze i nie zawsze napotykało na zrozumienie otoczenia, a niektóre decyzje Cioci budziły kontrowersje. Cokolwiek jednak potomni napiszą na ten temat, jedno jest pewne. Wszystko co Katarzyna Herbert zrobiła w swoim życiu, uczyniła zawsze w duchu służby ludziom i w imię obrony spuścizny, jaką pozostawił po swej śmierci jej wybitny małżonek, zawsze starając się wypełnić powierzone jej zadania jak najlepiej.
Ciocia zmarła otoczona gronem życzliwych osób z naszej rodziny, które towarzyszyły jej aż do końca. Jedna z nich podsumowała to tak:
szukała cię rabi
miała piękną śmierć
bardzo piękną
na Promenady
tak jak by przeszła
z jednego kąta
do drugiego kąta
za ręce trzymała
Marysię i Krysię
w szept koronki
szukam cię rabi
boli mnie serce rabi[3]
W końcu zaś – może najważniejsze: rozumując czysto po ludzku nawet dziś nie sposób pojąć dlaczego z wyroku niesprawiedliwej historii, Dzieduszyccy musieli po wojnie opuścić swój rodzinny dom. Patrząc jednak wstecz na życie tych sześciu niezwykłych sióstr można chyba dostrzec w tym pewien Boży zamysł: zanieść poświęcenie i miłość tam, gdzie w danych okolicznościach są one najbardziej potrzebne. Dziś – przychodzi nam pożegnać ostatnią z nich, a zarazem ostatnią z 13-naściorga rodzeństwa dzieci Wandy i Włodzimierza Dzieduszyckich. Teraz następne generacje naszej Rodziny będą musiały sprostać tej niełatwej spuściźnie, jaką to szczególnie naznaczone pokolenie zostawiło potomnym. A choć wzór ten zda się być z innej epoki, to dziś staje się na naszych oczach ponownie wzorem bez mała niezbędnym. Jak przekonuje jednak swoim życiem Ciocia Kasia, jest to wzór przynoszący nie tylko ból i cierpienie, lecz także poczucie sensu, spełnienia, uśmiechu, w końcu zaś przynosi również i owoce, z których korzystają nie tylko najbliżsi, ale także inni ludzie. Dlatego też
Gdy wyschnie źródło gwiazd – nie zaświecimy sami,
blaskiem własnego ego i pomysłem wtórnym,
o którego powabie nikt prócz nas
nie będzie przekonany.
Zamiast tego wrócimy do zarzeckich zdrojów,
które rzeką pamięci
przez pokolenia
popłyną
by służyć tym, co chcą;
odbiciem wzorów, w których możemy znaleźć nasze twarze,
sposoby przekraczania progów wątpliwości,
gdy umysł zawodzi,
i wyjaśnienie sensu ponoszenia ofiary
najwyższej,
gdy inni wokół będą stukać się w czoło.
Tam gdzie wykwint będzie prostotą,
a prostota wykwintem
odzwierciedli się
w barwach spokoju i szczęścia;
Na naszej cichej drodze,
Do nieba.
[1] Teresa Dzieduszycka (1927-2017), wybitna tłumaczka literatury polskiej na język francuski, publikowała pod nazwiskiem Thérèse Douchy.
[2] Siostra Bożena Anna Flak CFSN Rozmowa ze świętym Józefem, [w:] Album Nowa Pieśń (Jakub Tomalak)
[3] Autor wiersza Jan Rycerski. (na motywach zaczerpniętych z wiersza Z. Herberta Pan Cogito szuka rady [w:] tom Pan Cogito, cyt. za: Zbigniew Herbert Wiersze zebrane, opracowanie edytorskie R. Krynicki, Wydawnictwo a5, Kraków 2008, s. 429-430)
W imieniu Stowarzyszenia Klub Herbertowskich Szkół, Katarzynę Herbert pożegnał Pan Wojciech Kalicki, wieloletni Prezes Stowarzyszenia, były dyrektor XIV LO im. Zbigniewa Herberta w Lublinie:
„…Wieczna Lampa co roku spala mniej oliwy
to znaczy świat się kurczy
przestrzeń czas i ludzie […]
Tak zacny wszechświat układa nas do snu…”
Słowami Zbigniewa Herberta pochodzącymi z wiersza „Kołysanka” żegnamy dziś Panią Katarzynę Herbert, Małżonkę naszego Patrona, Wielkiego Przyjaciela młodzieży i pedagogów szkół herbertowskich, honorowego Członka Stowarzyszenia Klubu Herbertowskich Szkół.
Droga Pani Katarzyno!
Bardzo serdecznie dziękujemy za Pani oddanie, życzliwość, wielkie serce i ogromne zaangażowanie w działalność naszego Stowarzyszenia od początku jego powstania. Zawsze mogliśmy liczyć na Pani obecność, wsparcie, ciepłe słowo i uśmiech, którym zjednywała Pani sympatię Nauczycieli i Wychowanków. Wszystkim nam pokazywała Pani jak czerpać radość z życia i cieszyć się jego darami. Wraz z Pani zaśnięciem, bezpowrotnie i nieodwracalnie skurczył się świat Rodziny Herbertowskich Szkół.
Trwamy w nadziei, że przy dźwiękach kołysanki płynie Pani na drugi brzeg wieczności, gdzie struny światła nie zależą już od żadnej z lamp.
Z nadzieją na wieczność, obiecujemy pamięć i modlitwę
Przyjaciele z Klubu Herbertowskich Szkół
Mikołaj Nowak-Rogoziński, Sekretarz Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa Herberta, przyjaciel Katarzyny Herbert:
Pani Katarzyna Herbert należała do ostatnich wielkich postaci niezwykłej epoki polskiej kultury i literatury powojennej. Była osobą pełną rozwagi i mądrości, a także – przy całej swojej delikatności – osobą niezwykle silną i odważną. Najlepiej czuła się wśród bliskich, wśród przyjaciół i książek.
Potrafiła łączyć różne światy i odmienne porządki, zawsze zachowując niezależność. Od wczesnej młodości miała głód świata i metafizyki, odnalazła je dla siebie przede wszystkim w literaturze – była uważną i wnikliwą czytelniczką.
Gdy już nie mogła sama czytać z powodu problemów z oczami, lekturę na głos kontynuowali jej bliscy. Jej komentarze w trakcie tych lektur były najwspanialszymi glosami do powieści, esejów i listów, jakie kiedykolwiek powstały. Nie znosiła patosu i nudy, bezbłędnie wyczuwała fałszywy ton.
Wszyscy wiemy, że jej największą miłością był Zbigniew Herbert; stworzyła mu dom, ich wspólny dom, dzięki któremu Herbert mógł szukać własnych dróg i porozumiewać się ze światem, dbanie zaś o jego spuściznę obrała sobie za dzieło życia.
W 1991 roku z chorym Zbigniewem Herbertem pojechała do Hiszpanii. Wypożyczyła wózek inwalidzki i poprowadziła męża do Muzeum Prado pod obraz Velázqueza Prządki, arcydzieło, które przetrwało wojny i pożary. Na obrazie, na pierwszym planie, kobiety przędą nici, w tle zaś widzimy gotowy piękny gobelin. Scena jest nieoczywista – oto na pierwszym planie Velázquez przedstawia nie gobelin – skończone dzieło przeznaczone dla widzów i popis wirtuozerii – ale postaci na co dzień ukryte w cieniu warsztatu. Ukryte, ale zasadnicze – bez nich nic nie może się wydarzyć.
Taką rolę świadomie i z rozmysłem wybrała Katarzyna Herbert. Chciała pozostać w sferze prywatnej, tam czuła się najlepiej, ale pragnęła także podtrzymywać nić kultury, nieustannie wiązać nici, gdy się zerwą, łączyć światy, dbać o pamięć. Powołała do życia Fundację i Nagrodę im. Zbigniewa Herberta, aby to, co robiła nie skończyło się wraz z jej śmiercią. Światłem późnych lat jej życia było przekonanie, że wybrana przez nią do prowadzenia Fundacji Maria Dzieduszycka, Marysia, to zadanie doskonale rozumie i będzie je mądrze kontynuować.
Kilka lat temu, niedługo przed wszczepieniem rozrusznika, pani Katarzyna miała wrażenie, że jej dni są już policzone. Pewnego dnia, poprosiła mnie żebym przyszedł. Powiedziała: „Kiedy umrę chcę żebyś powiedział, że wszystko to robiłam, dlatego, że go po prostu bardzo kochałam”.
Maria Dzieduszycka, bratanica Katarzyny Herbert, prezes Fundacji im. Zbigniewa Herberta:
Kochana Rodzino, Drodzy Przyjaciele, Szanowni Państwo,
Bardzo dziękuję wszystkim za obecność i za modlitwę.
Dziękuję księżom – Duszpasterzowi Środowisk Twórczych ks. Grzegorzowi Michalczykowi, ks. Andrzejowi Lutrowi i ks. Janowi Konarskiemu za koncelebrowanie Mszy św.
Dziękuję za obecność pięknych pocztów sztandarowych ze szkół im. Zbigniewa Herberta oraz przedstawicielom dyrekcji, nauczycieli i uczniów zrzeszonych w Klubie Herbertowskich Szkół.
W szczególny sposób pragnę podziękować osobom, które opiekowały się Ciocią Kasią w ostatnim okresie jej życia, lekarzom, opiekunkom, szczególnie Halince, która była z nią do końca, Pani Dorocie, która od lat prowadziła jej prywatne biuro, tym wszystkim przyjaciołom i krewnym, którzy ją wspierali, odwiedzali, żeby jej poczytać, kiedy nie mogła już tego sama robić, wyjść na spacer, czy żeby z nią być i porozmawiać.
Moi przedmówcy, powiedzieli już o Katarzynie Herbert dużo ważnych i pięknych rzeczy, więc ja mogę powiedzieć tylko o tym, co było dla niej najważniejsze: o spuściźnie Herberta, którą z taką mądrością opiekowała się po jego śmierci.
Dobrze znała wartość dzieła, które jej mąż pozostawił, gdyż twórczość Herberta znała i rozumiała jak mało kto. Miała też rozległą wiedzę o literaturze, poezji, sztuce i kulturze. Nie miała formalnej wiedzy uniwersyteckiej, ale wiedza, formacja intelektualna, jaką przekazał jej Herbert, była dużo więcej warta niż doktorat z Sorbony (czy z Columbia University).
Z podziwem obserwowałam, z jaką mądrością kierowała wydawaniem dzieł Herberta, jak wybierała wydawców, tłumaczy, z jakim namysłem udzielała (a niejednokrotnie odmawiała) zgody na wykorzystanie jego utworów do różnych projektów – zawsze mając na względzie dobro jego spuścizny literackiej.
Herbert z pewnością dobrze przygotował ją do roli opiekunki jego spuścizny.
Ona sama powiedziała w filmie Rafaela Lewandowskiego „Herbert. Barbarzyńca w ogrodzie”: „To był człowiek, który wszystkiego mnie nauczył”.
Ten film biograficzny o Herbercie jest też pięknym portretem Katarzyny Herbert, chociaż – co dla niej charakterystyczne – nie mówi w nim ani słowa o sobie.
Udzielanie wielogodzinnych wywiadów do filmu Rafaela, czy jeszcze dłuższe rozmowy z Andrzejem Franaszkiem kiedy pisał wielką Biografię Herberta, wiele ją kosztowały psychicznie, emocjonalnie, ale robiła to dla niego, dla Zbyszka, bo wiedziała, że musi powiedzieć prawdę o nim i o ich życiu.
Najbardziej zależało jej na tym, żeby Herbert był zawsze wolny, była wyczulona na próby zawłaszczania jego twórczości i jego imienia przez różne organizacje czy osoby, które robiły to dla swoich partykularnych celów. Mówiła, że wszyscy powinni po prostu czytać twórczość Herberta – tylko tyle, i aż tyle.
Wiedziała, że, to co ona robi nie jest zadaniem dla jednej osoby – dlatego powołała do życia Fundację im. Zbigniewa Herberta i ustanowiła Międzynarodową Nagrodę Literacką jego imienia. Fundacja to jest jej testament dla nas – złożyła w nasze ręce to co było dla niej najdroższe, z wiarą, że kiedy i nas już nie będzie, Fundacja będzie dalej trwała i kontynuowała jej dzieło. Musimy zrobić wszystko co możliwe, żeby tak się stało.
31 lipca 1998 roku Premier Jerzy Buzek żegnając Zbigniewa Herberta podczas ceremonii pogrzebowej dokładnie w tym miejscu gdzie stoję, powiedział o nim cytując św. Pawła:
„W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia”.
Myślę, że to samo możemy dzisiaj powiedzieć o Katarzynie Herbert.
Była osobą wierzącą w Miłosiernego Boga, w Communio Sanctorum, w to, że w przyszłym życiu połączy się ze swoimi kochanymi bliskimi, rodzicami, rodzeństwem i z ukochanym Zbyszkiem.
Kochana Ciociu Kasiu, spoczywajcie z Herbertem w pokoju!
